Dosia pisze książkę - Podsumowanie marca


Kiedy na początku marca dowiedziałam się, że nie dostałam się na kurs pisania powieści w pierwszej chwili poczułam smutek. Jednak chwilę po nim pojawiła się ulga. To z kolei było dla mnie zaskoczeniem. 

Naprawdę zależało mi na tym kursie. Wyobrażałam sobie jak w sobotnie poranki biegnę przez Rynek do Pałacu Potockich na warsztaty. Jak zwykle spóźniona, ale ubrana w moje najlepsze wyjściowe ubrania (lubię pracę zdalną, ale lubię też ubierać koszule i marynarki). Wyobrażałam sobie, że dokładnie tego potrzebuję, żeby osiągnąć mój cel.  Ale przede wszystkim potrzebowałam żeby ktoś we mnie uwierzył. A potem tego nie dostałam. 

Ulga przyszła jednak dużo szybciej niż zdążył mnie przybić smutek. Czy to znaczy, że tak naprawdę wcale mi nie zależało? Całe szczęście, trzy lata terapii mam już dawno za sobą i nie patrzę na życie tak czarno-biało. Można odczuwać dwa uczucia jednocześnie i oba one mogą być prawdziwe. A ulga przyszła, bo po 5 latach studiów potrzebuję odzyskać wolne weekendy. Potrzebuję nie mieć deadline'ów poza pracą. I potrzebuję napisać moją książkę tak jak ja chcę, a nie tak jak będzie mi się wydawało, że chcą tego inni. To ja potrzebuję w siebie uwierzyć, a nie zaufać przekonaniu, że wystarczy jedynie by ktoś inny uwierzył we mnie. Jeśli ja w siebie nie uwierzę to żadna zewnętrzna walidacja nic mi nie da. 

W marcu udało mi się skończyć pierwszy rozdział mojej powieści i jestem z tego naprawdę dumna. Rozpisałam też szczegółowy plan wydarzeń, dzięki czemu dokładnie wiem gdzie mogę zacząć i gdzie powinnam zmierzać. Być może wiele piszących osób czułoby się ograniczonym przez plan, dla mnie jednak jest to rozwiązanie idealne. Lubię wiedzieć do czego zmierzam. A teraz mam tego bardzo wyraźny obraz. 

Zerknęłam na wpis z ostatniego miesiąca, w którym celem były gotowe trzy pierwsze rozdziały i 15k słów. Cóż... Gotowy jest pierwszy i trzeci, a słów jest tylko 10 632... 
Ponieważ wyznaczanie celów w zeszłym miesiącu jednak się nie sprawdziło, na kwiecień celu nie wyznaczam. Zobaczymy jak to się sprawdzi. Po raz kolejny także obiecuję sobie głównie skupić na magisterce. Tym bardziej z ogromną ulgą przyjmuję, że na kurs się nie dostałam. 

0 comments