Dosia pisze książkę - Podsumowanie kwietnia


Mam wrażenie, że kwiecień trwał jakieś trzy dni. Nie będę owijać w bawełnę. Nie napisałam ani jednego słowa mojej powieści. Nie skończyłam też czytać żadnej książki (bo równolegle próbuję realizować postanowienie czytania przynajmniej jednej na miesiąc). Jak widać, z marnym skutkiem. 

Nie mam jednak do siebie o to żalu, bo wreszcie wysłałam trzeci rozdział magisterki. Czyli mam już jakieś 65 stron. A w maju muszę skończyć. Także nie spodziewam się, że za miesiąc przyjdę do Was z wielkim i radosnym ogłoszeniem, że prace nad moją powieścią są specjalnie zaawansowane. Nie są i nie będą. Mój mózg jest ograniczony. Mam pracę na cały etat, studia co drugi weekend, mieszkanie do sprzątania i obiad do gotowania. 

Mam wrażenie, że presja ludzi z instagrama, osiągających sukcesy na każdym polu, którego się dotkną, mający czas na zdrowe i piękne posiłki, będący na wakacjach raz na miesiąc, a na siłowni, pilatesie i matchy trzy razy w tygodniu - ogólnie rzecz biorąc, wpędza mnie w smutek. Ja tak nie mam. Nie osiągnęłam w życiu nic spektakularnego. Wiodę spokojne, zmęczone codziennością życie i próbuję realizować marzenia o pisaniu. Ale jak widać, zwykle mi nie wychodzi. 

Dźwięczy mi w uszach zdanie "wymagajcie od siebie, nawet jakby inni od was nie wymagali". Ale wiecie, co? Ono jest dzisiaj wyjątkowo nieaktualne. Miało zachęcać do pracy nad sobą w czasach kiedy występowała presja łatwego życia. Ale ja dzisiaj doświadczam presji wykręcania z siebie ponad miarę. Na instagramie każdy biega maratony, kupuje stuletnie domy, żeby je samemu remontować, odhacza wszystkie badania kontrolne u lekarzy (niemal jakby były darmowe i bez kolejek), a z tego wszystkiego nagrywa i montuje vlogi.  
Dlatego ja, na przekór wszystkiemu, postanawiam się od siebie odpierdolić. Nie zamierzam żyć z ciągłym poczuciem winy, że robie za mało, za wolno i nie z takim sukcesem jak powinnam.

To prawda, że w kwietniu nie miałam przestrzeni, żeby nawet pomyśleć o mojej powieści, a co dopiero ją pisać. Ale to nie jest koniec świata. Nie zamierzam się poddać dlatego, że stoję w miejscu. Nie porzucę mojego marzenia, tylko dlatego, że w tym miesiącu go nie realizowałam. I w przyszłym na 99% znów przyjdę z takim samym wynikiem.
Ale nie będę też od siebie wymagać, że zrobię wszystko, kiedy nie mam siły na nic. 
Zwłaszcza, że inni tego ode mnie nie wymagają. 

0 comments