Dorota Marzec
  • Główna
  • O mnie
  • Życie
  • Relacje
  • Motywacja
  • Instagram
  • Kontakt

Kogel-mogel to nie jest komedia. A już na pewno nie romantyczna. Oglądałam ten film wielokrotnie jako dziecko/nastolatka. Niedawno obejrzałam go jako osoba dorosła. I nie zaśmiałam się ani razu. Za to zasmuciłam wielokrotnie. 

W zasadzie ciężko powiedzieć co uczyniło ten film kultowym. W internecie pozytywne opinie zachwalają, że lekki, przyjemny, że rozśmiesza do łez. Ale nie do końca wiem czym. Ojcem wyciągającym pas ze spodni, gdy dorosła córka sprzeciwi się choćby werbalnie? Fatalnym wzorcem małżeństwa rodziców głównej bohaterki? Terroryzującym wszystkich kilkulatkiem, któremu nikt nie poświęca nawet 2 minut uwagi? A może mężczyzną, który stalkuje, nie mówi całej prawdy, a ostatecznie zmusza do małżeństwa szantażem? Boki zrywać. 

Z kolei opublikowany w sierpniu 2025 (sic!) artykuł w Elle zachwala: Polacy kochają tę kultową komedię z lat 80. Mimo upływu czasu jej przekaz nie słabnie ani trochę. „Kogel-mogel” to film, który pomimo mijających lat, nie stracił na aktualności. Jego przesłanie, humor i niezapomniane postaci sprawiają, że wciąż przyciąga nowe pokolenia widzów. 

Co w zasadzie nie straciło na aktualności? Przemoc w rodzinie? Szowinizm, manipulacje w związku i zimny chów dzieci? Niezwykle się cieszę, że w dzisiejszych czasach, nie ma już zgody na pozytywne pokazywanie takich zjawisk. Elle chwali ukazanie relacji międzyludzkich w tym filmie. Ja zdecydowanie je krytykuję. Relacje bohaterów tego filmu są tak złe, że nie wiem, na której się skupić. Zacznijmy, więc od rodziców. 

Dlaczego tak im zależało na tym, żeby Kasia wyszła za mąż? W zasadzie nie wiadomo. Ostatecznie miała iść na studia, więc miała zapewne dopiero 19 lat. Serce mnie bolało za każdym razem, gdy Ojciec Kasi mówił, że „ona sama nie wie czego chce”. Tymczasem Kasia wiedziała i głośno o tym mówiła. Tylko, że nikt nie słuchał. Nie miała z rodzicami jakiegoś specjalnie wielkiego konfliktu. Nie mówiła, że nigdy nie chce wyjść za mąż, nigdy nie chce mieć dzieci, nigdy nie chce mieszkać na wsi. Nic takiego nie miało miejsca. Mówiła tylko, że teraz, w tym momencie, chce się uczyć. Nie byłoby w sumie nic dziwnego w tym, że mówiła, że nie chce wychodzić za mąż, mając za wzór relację własnych rodziców. Ojciec na jej Matkę krzyczy, ucisza, poucza, czy wreszcie „zamachuje”, sugerując, że w tej relacji ma miejsce przemoc fizyczna. Aż dziwne, że Kasi nie spieszno do takiego życia. 

Trafia, więc do kolejnej wybitnej pary małżeńskiej, czyli Wolańskich. Oni z kolei w ogóle nie darzą się szacunkiem, wiecznie na siebie krzyczą, albo się krytykują. Między nimi nie ma ani krzty normalnej komunikacji, nie mówiąc już o czułości. Są za to podejrzenia o zdradę i brak zaufania. Wolańska wprost nazywa Kasię służącą, a Wolański miewa zachowania uprzedmiotawiające, seksualizujące i rubaszne względem Kasi. Wyrzucają ją z domu, aż trzy razy, a ponieważ za trzecim znowu chcą ja ściągnąć z powrotem, podejrzewam, że gdyby scenariusz trwał dalej, mogliby tak jeszcze kilka razy.


Wisienką na torcie jest ich relacja z własnym dzieckiem. Piotruś krzyczy, oni krzyczą na niego. Wiem, że w latach 80tych inaczej podchodziło się do dzieci niż teraz. Ale na to patrzy się naprawdę bardzo przykro. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Wolański jest jednym z wykładowców na kierunku Kasi. Czyli pedagogice… 

I wreszcie Paweł. Sama nie wiem, czy ten film chce nam go pokazać jako pozytywne zakończenie Kasi, czy udowodnić, że jest ona postacią tragiczną, którą przeznaczenie dosięgnie bez względu na wszystko. Niestety, biorąc pod uwagę, że jest to komedia, a nie dramat, ten film nie ma ambicji i Paweł jest ostatecznie postacią pozytywną. Tylko, że nawet Kasia w to nie wierzy. 

Historia Kasi i Pawła zaczyna się od tego, że On doskonale wie kim Ona jest, jaka jest jej historia i problemy. Ona nie ma pojęcia. On ją stalkuje, wprasza się do mieszkania, a kiedy ona zostaje przez niego wyrzucona z pracy i domu po raz trzeci, nie robi nic, żeby wziąć na siebie część odpowiedzialności, wyjaśnić cokolwiek, czy stanąć w jej obronie. Czeka za to całą noc pod jej mieszkaniem, by wykorzystując jej trudny moment, zabrać do swojego mieszkania. 

Ma dać jej poczucie bezpieczeństwa, a zamiast tego jest kolejną osobą, która steruje jej życiem. Obiecuje „gwarancję nietykalności” i platoniczną pomoc, by chwilę później przedstawiać ją jako swoją narzeczoną. Tym perfidniej, że określa ją tak podczas spotkania, po angielsku, którego ona nie rozumie. 

Tragizmu dopełniają ostatnie sceny, w których zabiera ją do rodzinnego domu, który znajduje się tylko 10km od jej wsi. W dodatku zaprosił także jej rodziców by oświadczyć wszystkim, że za dwa tygodnie biorą ślub. A jeśli tylko Kasia się sprzeciwi to opowie im o tym, że w Warszawie ze sobą spali. Nie mówicie, że was ta lekka komedia nie bawi do łez. 

Cieszę się, że w dzisiejszych czasach możemy głośno piętnować takie filmy. I chociaż nowe filmy, których scenariusze i dialogi brzmią jak pisane przez chatGTP, dla ludzi, którzy jednocześnie scrollują reelsy, nie są wcale kierunkiem, który mi się podoba, przynajmniej nie śmieszy nas już przemoc.

Tegoroczny maj trwał jakieś 4 dni. A mimo to udało mu się mnie przeżuć i wypluć. W dodatku, nim się obejrzałam minął pierwszy tydzień czerwca.

Największym sukcesem w tym miesiącu było dla mnie skończenie 3, 4 i 5 rozdziału magisterki. Jeszcze tylko wstęp, zakończenie, dwa załamania nerwowe i kończę tę farsę. Ale mimo to, po raz pierwszy od dawna pozwoliłam mojej głowie pomyśleć o mojej książce. Uchylić tę szufladkę kreatywności. I jakaż to była wspaniała przygoda. Nawet jeśli trwała jedynie dwa wieczory. 

Przeczytałam napisane rozdziały, przypomniałam sobie tych bohaterów i ich przeżycia i na nowo poczułam jak bardzo chcę opowiedzieć tę historię. Doszłam też do wniosku, że to co już powstało jest naprawdę dobre i podoba mi się to co napisałam.

Niemniej chwilę później przytłoczył mnie ogrom tego ile jeszcze nie jest napisane. I czy ja w ogóle zdołam to napisać. 

Myślę, że ten ogrom jest tym co od lat powstrzymywało mnie przed napisaniem własnej książki. To nie jest coś co można zrobić w jeden wieczór, czy weekend. To maraton, a nie sprint. I myślę, że czerwiec może być miesiącem, w którym będę musiała jakoś ten maraton zaplanować. Jak patrzeć na jeden krok naraz, aby nie przytłoczyła mnie objętość? Nie mam pojęcia, bo dokładnie to było dla mnie najtrudniejsze podczas pisania magisterki. 

Mimo to, nadal się nie poddaję. Mimo, że kolejny miesiąc przyznaję się do tego, że niewiele się dzieje. Od czerwca oczekuję więcej, ale biorąc pod uwagę tempo jego rozpoczęcia, obawiam się, że mogę się niemiło zdziwić. 

Nowsze posty Starsze posty Strona główna

O mnie

Chcę kiedyś spojrzeć wstecz i powiedzieć, że 'Napisałam dobrą historię'. Próbuję zrozumieć życie.

Obserwuj

Popularne

  • Najgorsze ekranowe relacje (odc. 2) - Zmierzch: Bella i Edward - cz. 2
    Mój wcześniejszy tekst odnośnie relacji Belli i Edwarda skupiał na pierwszym filmie i na tym jak źle jest napisana ta historia. Dzisiaj nie...
  • Tęsknię za starym internetem
    Tęsknię za starym internetem. Za instagramem, w którym nic się nie ruszało. W którym pełno było prostych, kwadratowych zdjęć z nałożonymi fi...
  • W 2026 napiszę książkę
    W okolicach moich 29 urodzin napisałam tekst o tym co chciałabym jeszcze w życiu osiągnąć . Z deadlinem do śmierci . Cóż to był za głupi pom...
  • Czy dobrze jest się nie kłócić?
    Ostatnio ktoś mnie zapytał „Czy jak się nie kłócimy to dobrze, czy niedobrze?” . I chociaż większość swojej działalności w internecie opiera...
  • Czy bycie żoną mnie definiuje?
    Czuję, że bycie żoną to informacja, która mówi o mnie najmniej jak to tylko możliwe. Wciska mnie za to w bardzo szerokie spektrum kobiet, kt...
  • Nie odzyskasz żadnej z tych minut
    Jakieś dziesięć lat temu trafiłam na tekst w internecie: „Nigdy nie będziesz już tak młody jak w momencie, w którym zacząłeś czytać to zdani...
  • To nieprawda, że najtrudniej jest zacząć
    Słyszeliście kiedyś o takim powiedzeniu, że „najtrudniej jest zacząć”?. To nieprawda. Gdyby tak było mielibyśmy naprawdę doskonały świat peł...
  • Gdzie leży prawda?
    Słuchałam niedawno podcastu mojej koleżanki Karoliny „W poszukiwaniu prostej ścieżki” (serdeczne pozdrowienia dla niej) opowiadającego o ty...
  • Kilka słów o niepokoju
      Ten tekst powstał rok temu. Dzisiaj, kolejny rok terapii później, takie sytuacje są mi już obce. Po trzech latach terapii nie boję się już...
  • Dosia pisze książkę - Podsumowanie marca
    Kiedy na początku marca dowiedziałam się, że nie dostałam się na kurs pisania powieści w pierwszej chwili poczułam smutek. Jednak chwilę po ...

Kategorie

  • Fikcyjne relacje 3
  • Filozofia 3
  • Kłótnie 2
  • Moja książka 7
  • Motywacja 5
  • O mnie 2
  • Podróże 1
  • Polecane 4
  • Relacje 6
  • Ślub 2
  • Terapia 1
  • Wspomnienia 2
  • Życie 12

Kontakt

Nazwa

E-mail *

Wiadomość *

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Archiwum

  • ▼  2026 (7)
    • ►  lipca 2026 (1)
    • ▼  czerwca 2026 (2)
      • Najgorsze ekranowe relacje (odc. 3) - Kogel-mogel
      • Dosia pisze książkę - podsumowanie maja
    • ►  maja 2026 (1)
    • ►  kwietnia 2026 (1)
    • ►  marca 2026 (1)
    • ►  lutego 2026 (1)
  • ►  2025 (6)
    • ►  grudnia 2025 (1)
    • ►  listopada 2025 (4)
    • ►  lutego 2025 (1)
  • ►  2024 (2)
    • ►  sierpnia 2024 (1)
    • ►  marca 2024 (1)
  • ►  2023 (4)
    • ►  lipca 2023 (2)
    • ►  maja 2023 (1)
    • ►  stycznia 2023 (1)
  • ►  2022 (12)
    • ►  listopada 2022 (2)
    • ►  października 2022 (6)
    • ►  września 2022 (1)
    • ►  sierpnia 2022 (3)
  • Strona główna

Copyright © Dorota Marzec. Designed by OddThemes