Najgorsze ekranowe relacje (odc. 3) - Kogel-mogel

Kogel-mogel to nie jest komedia. A już na pewno nie romantyczna. Oglądałam ten film wielokrotnie jako dziecko/nastolatka. Niedawno obejrzałam go jako osoba dorosła. I nie zaśmiałam się ani razu. Za to zasmuciłam wielokrotnie. 

W zasadzie ciężko powiedzieć co uczyniło ten film kultowym. W internecie pozytywne opinie zachwalają, że lekki, przyjemny, że rozśmiesza do łez. Ale nie do końca wiem czym. Ojcem wyciągającym pas ze spodni, gdy dorosła córka sprzeciwi się choćby werbalnie? Fatalnym wzorcem małżeństwa rodziców głównej bohaterki? Terroryzującym wszystkich kilkulatkiem, któremu nikt nie poświęca nawet 2 minut uwagi? A może mężczyzną, który stalkuje, nie mówi całej prawdy, a ostatecznie zmusza do małżeństwa szantażem? Boki zrywać. 

Z kolei opublikowany w sierpniu 2025 (sic!) artykuł w Elle zachwala: Polacy kochają tę kultową komedię z lat 80. Mimo upływu czasu jej przekaz nie słabnie ani trochę. „Kogel-mogel” to film, który pomimo mijających lat, nie stracił na aktualności. Jego przesłanie, humor i niezapomniane postaci sprawiają, że wciąż przyciąga nowe pokolenia widzów. 

Co w zasadzie nie straciło na aktualności? Przemoc w rodzinie? Szowinizm, manipulacje w związku i zimny chów dzieci? Niezwykle się cieszę, że w dzisiejszych czasach, nie ma już zgody na pozytywne pokazywanie takich zjawisk. Elle chwali ukazanie relacji międzyludzkich w tym filmie. Ja zdecydowanie je krytykuję. Relacje bohaterów tego filmu są tak złe, że nie wiem, na której się skupić. Zacznijmy, więc od rodziców. 

Dlaczego tak im zależało na tym, żeby Kasia wyszła za mąż? W zasadzie nie wiadomo. Ostatecznie miała iść na studia, więc miała zapewne dopiero 19 lat. Serce mnie bolało za każdym razem, gdy Ojciec Kasi mówił, że „ona sama nie wie czego chce”. Tymczasem Kasia wiedziała i głośno o tym mówiła. Tylko, że nikt nie słuchał. Nie miała z rodzicami jakiegoś specjalnie wielkiego konfliktu. Nie mówiła, że nigdy nie chce wyjść za mąż, nigdy nie chce mieć dzieci, nigdy nie chce mieszkać na wsi. Nic takiego nie miało miejsca. Mówiła tylko, że teraz, w tym momencie, chce się uczyć. Nie byłoby w sumie nic dziwnego w tym, że mówiła, że nie chce wychodzić za mąż, mając za wzór relację własnych rodziców. Ojciec na jej Matkę krzyczy, ucisza, poucza, czy wreszcie „zamachuje”, sugerując, że w tej relacji ma miejsce przemoc fizyczna. Aż dziwne, że Kasi nie spieszno do takiego życia. 

Trafia, więc do kolejnej wybitnej pary małżeńskiej, czyli Wolańskich. Oni z kolei w ogóle nie darzą się szacunkiem, wiecznie na siebie krzyczą, albo się krytykują. Między nimi nie ma ani krzty normalnej komunikacji, nie mówiąc już o czułości. Są za to podejrzenia o zdradę i brak zaufania. Wolańska wprost nazywa Kasię służącą, a Wolański miewa zachowania uprzedmiotawiające, seksualizujące i rubaszne względem Kasi. Wyrzucają ją z domu, aż trzy razy, a ponieważ za trzecim znowu chcą ja ściągnąć z powrotem, podejrzewam, że gdyby scenariusz trwał dalej, mogliby tak jeszcze kilka razy.


Wisienką na torcie jest ich relacja z własnym dzieckiem. Piotruś krzyczy, oni krzyczą na niego. Wiem, że w latach 80tych inaczej podchodziło się do dzieci niż teraz. Ale na to patrzy się naprawdę bardzo przykro. Zwłaszcza biorąc pod uwagę, że Wolański jest jednym z wykładowców na kierunku Kasi. Czyli pedagogice… 

I wreszcie Paweł. Sama nie wiem, czy ten film chce nam go pokazać jako pozytywne zakończenie Kasi, czy udowodnić, że jest ona postacią tragiczną, którą przeznaczenie dosięgnie bez względu na wszystko. Niestety, biorąc pod uwagę, że jest to komedia, a nie dramat, ten film nie ma ambicji i Paweł jest ostatecznie postacią pozytywną. Tylko, że nawet Kasia w to nie wierzy. 

Historia Kasi i Pawła zaczyna się od tego, że On doskonale wie kim Ona jest, jaka jest jej historia i problemy. Ona nie ma pojęcia. On ją stalkuje, wprasza się do mieszkania, a kiedy ona zostaje przez niego wyrzucona z pracy i domu po raz trzeci, nie robi nic, żeby wziąć na siebie część odpowiedzialności, wyjaśnić cokolwiek, czy stanąć w jej obronie. Czeka za to całą noc pod jej mieszkaniem, by wykorzystując jej trudny moment, zabrać do swojego mieszkania. 

Ma dać jej poczucie bezpieczeństwa, a zamiast tego jest kolejną osobą, która steruje jej życiem. Obiecuje „gwarancję nietykalności” i platoniczną pomoc, by chwilę później przedstawiać ją jako swoją narzeczoną. Tym perfidniej, że określa ją tak podczas spotkania, po angielsku, którego ona nie rozumie. 

Tragizmu dopełniają ostatnie sceny, w których zabiera ją do rodzinnego domu, który znajduje się tylko 10km od jej wsi. W dodatku zaprosił także jej rodziców by oświadczyć wszystkim, że za dwa tygodnie biorą ślub. A jeśli tylko Kasia się sprzeciwi to opowie im o tym, że w Warszawie ze sobą spali. Nie mówicie, że was ta lekka komedia nie bawi do łez. 

Cieszę się, że w dzisiejszych czasach możemy głośno piętnować takie filmy. I chociaż nowe filmy, których scenariusze i dialogi brzmią jak pisane przez chatGTP, dla ludzi, którzy jednocześnie scrollują reelsy, nie są wcale kierunkiem, który mi się podoba, przynajmniej nie śmieszy nas już przemoc.

0 comments